Zupki chińskie – przyjaciele czy wrogowie preppersa?

Zupka chińska, ekspresowa – to zmora, diabeł i temat tabu dla zwolenników zdrowego sposobu odżywiania. Kupę chemii i wszelkiego co niezdrowe zawarte w małej, relatywnie taniej foliowej paczce. Ja jednak nie raz przypominam sobie np. spanie w warunkach polowych i restart po zmęczeniu lub długiej, chłodnej nocy. O dziwo taka nędzna mała bieda-zupka nie raz postawiła mnie na nogi, rozgrzała i dała energię do dalszego działania.

Nie. Zupki chińskiej nie da się traktować jako pełnowartościowego posiłku, ale raczej jak coś w rodzaju zupowego „energetyka” (niezdrowe to to, ale czasem przydatne).

Oczywiście mam swoje kilka wypróbowanych zupek chińskich, takich które relatywnie dobrze smakują, a przynajmniej dadzą się zjeść w razie czego.

Oczywiście czasem natykam się na taką zupkę, której nie da się zjeść – na zdjęciu mam rozparcelowany kubełek krewetkowy znanej marki na V. kupiony z promocji w znanej sieci. Zestaw zapowiadał się dobrze, nawet zawierał kilka liofilizowanych krewetek, ale przynajmniej 2/3 zupy, po zabiciu pierwszego głodu wylałem. Była obrzydliwa jak siuśki martwego śledzia (oczywiście nie wiem jak one smakują – ale na pewno podobnie do tej zupy).

Na szczęście mam dobrą strategię – przed kupnem czegoś do wzbogacenia zapasów, najpierw próbuję 1 sztukę – potem kupuję więcej.

Co Ty myślisz o tych zupkach?