Sytuacja kryzysowa na lotnisku w Turcji

Jestem w trakcie porządkowania archiwum blogowego. Przy jednym, z mocno nieaktualnych już wpisów/raportów z podróży samolotem znalazłem wartościowy komentarz Czytelnika, który wg mnie należy zachować. Sami oceńcie.
  • Kajetan,

My z żoną , w ciąży, mieliśmy jeszcze gorsza sytuacje na wakacjach. Wiadomo, że wody nie wolno, my tego jak najbardziej świadomi dotarliśmy na lotnisko w Turcji, Alanya. 4 lata temu. Po przejściu przez normalną kontrolę, wyrzucone były napoje, jak wszędzie. Hala odlotów, spędziliśmy czas na zakupach i kupiliśmy napoje już do samolotu, tak jak robimy zawsze. 36*C na lotnisku, więcej nawet na zewnątrz, więc pić się chciało, wiadomo. W drodze do bramki odlotu, już przy kontroli wejścia do samolotu, kolejna kontrola, skaner i wyrzucanie napojów. W małym pomieszczeniu z 40 siedzeniami umieszczono 60 osób. Brak dystrybutora z wodą, maszyny z napojami, nic. 2h do odlotu, bo opóźnienie. I pan strażnik graniczny który na prośby ludzi o napoje, reaguje jak służbista.
Oczywiście, moja żona po 10 minutach w dusznym pomieszczeniu już nie mogła wytrzymać, i chciała się napić. Zawsze unikam problemów na lotniskach, ale w tym wypadku złapałem kartę lotu i paszport i wyszedłem, że strażnikiem biegnącym za mną. Za ostatnie tureckie pieniądze kupiłem 24 butelki wody w sklepie i zaniosłem do bramki. Strażnik nie chciał mnie wpuścić, ale narobiłem takiego szumu ze przyszedł dyrektor lotniska. No i oczywiście przyznał mi rację. Ale stres był.

Współczuję sytuacji, ale jednocześnie gratuluję odważnej męskiej postawy! Komentarz z „przygodą” wyciągam z archiwum i zostawiam ku przestrodze.