Spożywanie gołębi

Spożywanie gołębi wydaje się tematem kontrowersyjnym, ale razie ostrego kryzysu to zupełnie nic nowego dla Polaków i Polek. Jedzenie gołębi nie jest niczym nadzwyczajnym w niektórych regionach Polski, zwłaszcza na prowincji, szczególnie głębokiej prowincji. Oczywiście to nie są te gołębie wyjadające resztki spod miejskiego śmietnika, ale ptaki żyjące poza miastem w gołębnikach.

Ostatnio jedna z koleżanek z netu mi się chwaliła sąsiadem gołębiarzem, co nie raz w niedzielę zaprosi na gorący kubek rosołu z gołębia – ponoć najlepszy na kaca po sobocie. No cóż… Polska prowincjonalna ma swoje uroki. (Gołębie wydają się wielu ludziom paskudne, z drugiej strony dla wielu osób z dużych miast ciężkim szokiem jest okazjonalne spożywanie królików przez prowincjuszy, takich jak ja.)

Jeśli przyjrzymy się literaturze wojennej, czy poczytamy wspomnienia ludzi, którzy przeżyli powstania, głód czy oblężenia polskich miast, zobaczymy że miejskie gołębie są jednym z pierwszych „towarów”, które znikają z „półek”, czyli są po prostu w miarę szybko wyłapywane przez tych bardziej zdeterminowanych, czy bardziej głodnych cywili. Gołąb – ptak wcale nie aż tak łatwy do schwytania – ale tutaj pomysłowość przeróżnych partyzantów czy powstańców nie zna granic.

Ale teraz do rzeczy…

Gołębia można zjeść, po pierwsze przy oporządzaniu gołębia należy zachować dużą higienę, po drugie mięso z gołębia należy długo bardzo dobrze i długo wygotować (tak jak sąsiad z tym rosołem na kaca), ewentualnie długo i starannie opiekać. Nie można sobie pozwolić na zjedzenie tylko lekko podpieczonego gołębia z ogniska, itp., czyli nawet ostrego kryzysu, czy wojny trzeba mieć zapewnione warunki do bezpiecznego utrzymania paleniska przez dłuższy czas, co nie zawsze jest proste.

Dlaczego te całe ceregiele?

Gołąb, szczególnie taki „latający szczur” z miasta może przenosić szereg pasożytów, kleszczy, robactwa, na które trzeba po prostu uważać. Oczywiście doraźne przeżycie jest ważne, ale potem nasz stan zdrowia może się pogorszyć jeśli będziemy jedli niedopieczone mięso. Po prostu pamiętajmy choćby jedną prostą zasadę – smażenie w 300 st. C zabije wszystko, co może nam zaszkodzić.

Smacznego!

Grochówka survivalowa na winie