Poszukiwania działki na „RODos” w celach treningowych/survivalowych

Jak w tytule: Szukam ostatnio (między innymi) działki na ogródkach działkowych ROD. Cele? Między innymi „treningowe”, choć po prostu lubię wypoczynek i pracę na świeżym powietrzu, a także eksperymenty konstrukcyjne i ogrodnicze, ostatnio w dużej części po linii „zgodnej z tematyką bloga”. Własnej działki jednak nigdy nie miałem, tak się zawsze składało, że mogłem skorzystać z wypoczynku i działki rekreacyjnej bądź letniskowej osób z rodziny. Tym razem zabrałem się jednak za poszukiwania „własnego” terenu, co jak co, u rodziny wszystkiego się nie da posadzić, zbudować, eksperymentować…

Jedną z koncepcji jest „chwycenie” działki na ogródkach działkowych POD vel ROD. Działeczki są małe, bo w założeniu max 5ar (bliżej miast z reguły 3ar), ale i to można czasem sprytnie obejść – o czym zaraz jeszcze napiszę.

Jaką zaletą ma działka na tzw. „RODos” dla survivalisty/preppera?

Zacznijmy od tego, że jeszcze stosunkowo niedawno posiadanie działki było z lekka wyśmiewane. Ot. zajęcie dla dziadków, emerytów, jednak w wielu rejonach kraju wraca swoista „moda” na działki wśród młodego pokolenia. Dla wielu ludzi (w tym zapewne wielu z Was) to bowiem jedyna „bezpieczna szansa” na zdobycie skrawka „własnej” przestrzeni, gdzie może się bawić wasze dziecko/dzieci, gdzie można wyjść z mieszania-klitki i wypocząć, poopalać się, zrobić grilla, no i wreszcie posadzić jakieś drzewo owocowe, krzewy, warzywa..

Piszę „bezpieczna szansa”, ponieważ kupienie/zdobycie działki na ROD nie wymaga zakredytowania się – wzięcia niewolniczej-kredytowej pętli na szyję na resztę życia. Lepiej siedzieć na skromnym mieszkanku ale pod miastem mieć własny „kawałek nieba”, niż mieszkać w rezydencji, która tak naprawdę nigdy nie będzie Twoja i trząść się z nerwów przy każdej reorganizacji firmy (bo może oznaczać ona bezrobocie i utratę zdolności kredytowej). Takie jest moje zdanie – jeśli nie musisz – nie pożyczaj! Jeśli już musisz pożyczyć od banku na własne M – pożycz jak najmniej!

Konkretnie. Jedna z moich działek-faworytów to koszt całkowity 1250 zł za 4 ary – proszę porównaj to z ceną działki budowlanej pod miastem? Mimo, że prawnie posiadanie działki to jedynie dzierżawa, skala wartości daje do myślenia.

Dla survivalisty własna działka może dać możliwość zorganizowania sobie miejsca do treningu własnych umiejętności a wreszcie „celu ewakuacji”. Pojęcie „cel ewakuacji” nie musi tu oznaczać typowo post-apokaliptycznego scenariusza. W Polsce wielu osobom powinęła się noga i nie jedna osoba musiała ratować się przed bezdomnością właśnie własnym domkiem-altaną na RODos. (Tam, gdzie zarządy działek są pobłażliwe często nie jedna osoba „pomieszkuje” na działce.)

Dużo można na ten temat pisać, to temat-rzeka, możemy kontynuować go w komentarzach – tymczasem…

Ostatni czas spędzam na poszukiwaniu działki i biorę tu pod uwagę wiele czynników, między innymi relacje na działce i „elastyczność” zarządu danych ogródków. Tak – zarząd i relacje to ważny czynnik – formalnie w granicach miasta nie wolno mieć piecyka, w altanie na działce – czego „mądrzejsze” zarządy po prostu „nie widzą”. Lista zakazów i nakazów jest długa, sprytny Polak jednak może je lekko nagiąć, lub „twórczo” się do nich dostosować.

Ważnym czynnikiem jest zarówno bliskość miasta, jak i pewna „higieniczna” odległość od niego. Po prostu zdrowy umiar. Ważnym czynnikiem jest zastane „na miejscu” zagospodarowanie działki, lub potencjalne możliwości, czyli np. obszar…

…i tutaj wracając do wspomnianej kwestii limitu obszaru. Moja znaleziona działka-faworyt ma powierzchnię 4 ar, ale przylega do niej pustostan o powierzchni kolejnych 4ar. Osoba pełnoletnia może mieć tylko jedną działkę na ROD, ale przecież sąsiednią działkę może „posiadać” osoba z bliskiej rodziny… nie ma ku temu przeciwwskazań. Razem mam możliwość wzięcia 8 arów za ca. 2500 zł.

Jeszcze nie podpisałem deklaracji i nie wpłaciłem opłat, ponieważ mocno rozpatruję jeszcze inną alternatywę działkową, ale wstępnie znalezione i zarezerwowane (sąsiadujące ze sobą) ogródki-pustostany z chęcią Wam pokażę. Oto one.

Wezmę albo teren 1, albo (w zależności od „mocy przerobowych”) 1 dla mnie + 2 dla „osoby z rodziny”, albo pójdę w inną, alternatywną lokalizację/rozwiązanie dające i tak ten sam finalny efekt – własny kawałek terenu za miastem.

 

Co Ty o tym wszystkim myślisz? Pisz w komentarzach!

P.S. Polecam blog Kolegi, który mi pomógł dużo w moich działkowych poszukiwaniach:

Jak żyć w codziennym kryzysie i być przygotowanym na gorsze czasy