Ognisko z mokrego drewna

Jak rozpalić ognisko w terenie, kiedy jest wilgotno, lekka mżawka i nie mamy wcześniej przygotowanego materiału na rozpałkę, czy też gotowej rozpałki? To bardzo proste, patent przekazywany w mojej rodzinie od dawna – dzisiaj w praktyce. Po pierwsze trzeba nazbierać garść kory brzozowej. Łatwo ją obedrzeć z powalonych brzóz, warto też zebrać trochę kory ze spróchniałych już brzóz – ona też się będzie nadawać.

Na zdjęciu kawałki kory relatywnie świeże i taka ze spróchniałej brzozy, już porośnięta mchem.

Potem warto nazbierać drobnych suchych, na ile się da w tych warunkach, gałązek sosny. Najpierw robimy podłoże z tych gałązek, na to podłoże garść naszej kory, potem znów te suche gałązki i potem już normalnie, większy chrust. Im bardziej wilgotne drobne gałązki – tym więcej kory jako rozpałka.

Potem już idzie normalnie. Jak zrobi się żar, to poradzi sobie nawet z lekko wilgotnymi gałązkami, oczywiście warto zbierać te, które nie stykają się z podłożem i nie są przesiąknięte wodą, ale te przesuszone, mokre tylko powierzchniowo z powodu mżawki, roztapiającego się śniegu, itp. Potem idzie elegancko i bez problemów. Po prostu jest dobrze, jak w „średnich” warunkach zalążkiem ognia jest ta kora brzozowa.

U mnie patent zawsze działa. Ty też spróbuj. Pozdrawiam!

Polecam:

Brykiety z makulatury